03/02/2010
20:13:25
Brzegami Mórz: Czerwonego, Martwego oraz Śródziemnego
Tak jakoś wyszło w czasie tej podróży, że udało się nam zobaczyć aż trzy morza: Czerwone w Jordanii w Aqabie; Martwe niedaleko Madaby; Śródziemne, najpierw w uroczej miejscowości Tartus, później w Libanie. Wizyta nad każdym z nich stanowiła jakiegoś rodzaju wyzwanie dla nas obojga.
W Aqabie Tomek się uparł, że będzie pływał w Morzu Czerwonym. Mimo wiatru oraz dość chłodnego powietrza. Ostatecznie udało mu się zanurzyć stopy do kolan, czemu zupełnie się nie dziwię. ;)
Morze Martwe było wyzwaniem, bo, jak wiadomo, znajduje się nie tylko w najniższym punkcie Ziemi, ale pozwala naszemu ciału dryfować w swoich odmętach niczym statkowi na falach. Mimo, że upału wielkiego nie było, nie mogłam i ja odpuścić sobie takiego wydarzenia. Pływaniem ciężko to nazwać. Wrażenie z moczenia się w tym roztworze solnym pozostało w nas na długo. Głównie też z tego powodu, że sól dostała się w najmniejsze zadrapania ciała i przez jakieś dwa dni dawała o sobie znać. ;)
Morze Śródziemne widzieliśmy też po raz pierwszy. Najpierw wzburzone w miejscowości Tartus. Później już większą jego powierzchnię w Libanie, zarówno w Bejrucie, jak i w Trypolisie czy Byblos. W tym ostatnim, na początku roku, spacerowaliśmy sobie brzegiem plaży, którą odkryliśmy przez przypadek i z czystej ciekawości. Obejrzeliśmy zachód słońca, bo od początku zapowiadał się dość spektakularnie. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że był bardziej imponujący niż ten w Petrze. Pisać można by długo i obrazowo, tylko po co? Zapraszam na kolejną porcję naszego Bliskiego Wschodu.
Uwaga! Tylko dla ludzi o mocnych nerwach! Tomek na plaży bez koszulki! ;)

