Kontakt

E-MAIL: BLOGUJEMY@ANCLA.PL
SKYPE:
ANCLA.CONSULTING
GG:
6653188

 

ARCHIWUM

  • Wrzesień 2010
  • Sierpień 2010
  • Czerwiec 2010
  • Maj 2010
  • Kwiecień 2010
  • Marzec 2010
  • Luty 2010
  • Styczeń 2010
  • Grudzień 2009
  • Listopad 2009
  • Październik 2009
  • Wrzesień 2009
  • Sierpień 2009
  • Lipiec 2009
  • Czerwiec 2009
  • Maj 2009
  • Kwiecień 2009
  • Marzec 2009
  • Luty 2009
  • Styczeń 2009
  • Grudzień 2008
  • Listopad 2008
  • Październik 2008
  • Wrzesień 2008
  • Sierpień 2008
  • Lipiec 2008
  • Czerwiec 2008
  • Maj 2008
  • Kwiecień 2008
  • Marzec 2008
  • Luty 2008
  • Styczeń 2008
  • Grudzień 2007
  • Listopad 2007
  • Październik 2007
  • Wrzesień 2007
  • Sierpień 2007
  • Lipiec 2007
  • Czerwiec 2007
  • Maj 2007
  • Kwiecień 2007
  • Marzec 2007
  • Luty 2007
  • Styczeń 2007

  •  

    KATEGORIE
  • Aktualne projekty (54)
  • Camo Party (22)
  • Estados Unidos Mexicanos 2010 (15)
  • Indie-Nepal Tour 2007 (50)
  • Majówka 2007 (6)
  • Majówka 2008 i okolice (1)
  • Nie taka Unia straszna… (10)
  • Okiem Nowego (21)
  • Po godzinach… (72)
  • Politycznie (22)
  • Syria, Jordania, Liban 2009/10 (28)
  • Syria-Jordania 2007/08 (7)
  • Tajlandia, Malezja, Singapur 2009 (28)
  • Wielkanocnyj L'viv (5)
  • Wieści z branży (21)
  • Z życia agencji (105)

  •  

    STRONY

  • Blog na skrzynkę?
  • Poznaj naszą agencję
  • Nasze portfolio
  •  

     

    17/01/2010 23:49:12
    Luźne rozliczenie naszej trasy

    Przed podróżą usiedliśmy i stworzyliśmy roboczą trasę. Dziś chciałam nasze plany porównać z dokonaniami, zmianami. Zobaczmy zatem co udało się nam zrealizować, w jakiej kolejności oraz dlaczego do pewnych miejsc zwyczajnie się nie wybraliśmy.

    Jordania
    Z Ammanu rzeczywiście szybko uciekliśmy na południe. Z tym, że najpierw zobaczyliśmy Petrę, a później Wadi Rum. Udało się spędzić noc w namiocie z Beduinem oraz połazić po pustyni, a nawet poleżeć pod dywanem gwiazd wieczorem. Nawet jakaś jedna spadła.Zobaczymy czyje marzenie sie spełni. :) Jak dla mnie najważniejsze punkty wycieczki zostały zrealizowane. Jednak, że zdecydowanie ciekawskie ze mnie stworzenie, nie dałam się sprzedać za wielbłąda i ruszyłam z dalej jako niezły towarzysz podróży. Dodatkiem w tych rejonach było spędzenie  super dwóch dni w Petrze. Co naprawdę i szczerze polecam. Warto pochodzić miedzy ruinami oraz eksplorować miejsca oddalone od ścisłego centrum. Piękne widoki, Beduini i dzieci spotkane na szlaku, cisza i spokój – tego można się tam spodziewać. Stamtąd dopiero, udaliśmy się do Aqaby, bo tak było rozsądniej, żeby się nie wracać. Wzdłuż granicy z Izraelem i pustynią Negev –  jechaliśmy właśnie z Aqaby. :) Po drodze zahaczyliśmy zamek w Kerak, dolinie pomidorowej, by stamtąd udać się już prosto do Madaby oraz nad Morze Martwe. To wszystko udało się w okolicach Bożego Narodzenia. W samą Wigilię byliśmy jakieś 40 km w linii prostej od Betlejem. Takie znaczące miejsce w tak dla nas ważnym czasie świąt.
    Następnie kierując się w stronę Syrii (mogliśmy wjechać tam dopiero 26 XII, bo wtedy zaczynała się nasza wiza) obejrzeliśmy kolejny zamek w Ajloun – tego punktu nei było na naszej zaplanowanej trasie, ale warto było tam wstąpić- i dojechaliśmy do Jerash. Najbardziej imponujących ruin w Jordanii i zarazem jednych z najdroższym biletem wstępu. Warto jednak zapłacić taką cenę.

    Syria
    Granicę z Syrią przekroczyliśmy w Daara, by stamtąd udać się do Bosry. Nie udało się nam jednak złapać połączenia tego wieczoru i ostatecznie pojechaliśmy do Damaszku. W stolicy postanowiliśmy zostać dłużej w drodze powrotnej, szybko uciekliśmy zatem znowu…w kierunku pustyni i Palmiry. By później przekroczyć w Derezur Eufrat i dojechać do Ar Raqqi, spędzić tam cudowny wieczór i noc u szejka Ahmeda i by następnego dnia z nim i jego bratankiem zobaczyć Rasafę – kolejne ruiny miasta na środku pustyni. Dalej do Aleppo, bo wygodniej i bezpieczniej jest zbliżać sie do końcowego punktu podróży, niż od niego oddalać.:) Zatem nasza trasa przebiegła w kierunku przeciwnym do zmierzonego. Najpierw Aleppo, gdzie zwiedziliśmy co założyliśmy. Nie udało się zobaczyć Dead Cities, to następnym razem, ale ja akurat skorzystałam z łaźni. Nie ma tego złego. :) Stamtąd przez Latakię skoczyliśmy na chwile do Ugarit - małego miasteczka, w którym na fragmencie kamienia znaleziono pierwszy zapisany alfabet. Morze Śródziemne była stamtąd już na odległość niedaleką, dlatego do Hamy pojechaliśmy przez Tartus, by przejść się promenadą nad brzegiem.
    Hama, to taki hub dla turystów i miejsce wypadowe do miejsca takich jak: Crac de Chevaliers i Musyaf (Assasyni). Oprócz tej funkcji transportowej, Hama i oferuje jedyne w swoim rodzaju i zbudowane wyłącznie tutaj nurie – ogromne koła drewniane, które toczyły wodę z rzeki Orontes do miasta.

    Ostatnim punktem w Syrii był Damaszek, czyli właściwie jego Stare Miasto do zwiedzenia. Teraz też, mieliśmy okazje wybrać się do położonych w okolicach dwóch miejsc: Maalouli  - chrześcijańskiej wioski, gdzie wciąż można usłyszeć język aramejski, ten, którym posługiwał sie Pan Jezus oraz Seidnayyi – również chrześcijańskiej miesjcowości, z pieknie położonym na wzgórzu klasztorem. Dopiero na koniec naszej wyprawy udaliśmy się też do Bosry, by tutaj podziwiać wykuty w bazalcie teatr albo amfiteatr, nie pamiętam dokładnie przeznaczenia tej budowli. Sprawdzę i dopisze.:) Robił wrażenie, bo do tej pory oglądaliśmy teatry i ruiny z piaskowca lub wapienia, a te ruiny, przykryte przez wieki piaskiem odkryły piękno, jakiego nikt się tutaj nie spodziewał.

    Liban

    Do Libanu wjechaliśmy przez Zabadani, i udało się nam zobaczyć Trypolis oraz Byblos.Nie zaniedbaliśmy również stolicy Bejrutu, intensywnie i majestatycznie odbudowującego się po bombardowaniach, po których właściwie ani śladu. Poza kilkoma pozostawionymi reliktami, jak Holiday Inn, o którym pisał już  tutaj Tomek. Nie dotarliśmy do Baalbek, ponieważ nasza 48 godzinna wiza niestety nie była elastyczna do 72 godzin.:)

    Wyjechaliśmy oczywiście, jak zawsze, z poczuciem, że następny kraj, następne ciekawe dla nas miejsca, były znowu tak niedaleko i w zasięgu ręki. Niestety nie jest nam danym zobaczyć je teraz. Jednak realizując te nasze marzenia w wolniejszym tempie oraz w krótszych przedziałach czasu, ale bardziej intensywnie skupiając się na jednym kraju – spełniamy nasz sposób na poznawanie świata i uczenie sie siebie w tych innych miejscach.

    Komentarze w RSS

     

    Napisz komentarz

    Znaczniki HTML do wykorzystania w komentarzu:
    <A HREF="www.jakis_link.com.pl">tekst</A>.
    <B>tekst</B>
    <I>tekst</I>

     

    Wlascicielem serwisu jest agencja Ancla Consulting. Wszelkie opublikowane w tym serwisie tresci sa chronione prawem autorskim.
    Wykorzystanie tresci zawartych w tym serwisie wymaga pisemnej zgody przedstawiciela firmy dysponujacej prawami autorskimi.