Kontakt

E-MAIL: BLOGUJEMY@ANCLA.PL
SKYPE:
ANCLA.CONSULTING
GG:
6653188

 

ARCHIWUM

  • Wrzesień 2010
  • Sierpień 2010
  • Czerwiec 2010
  • Maj 2010
  • Kwiecień 2010
  • Marzec 2010
  • Luty 2010
  • Styczeń 2010
  • Grudzień 2009
  • Listopad 2009
  • Październik 2009
  • Wrzesień 2009
  • Sierpień 2009
  • Lipiec 2009
  • Czerwiec 2009
  • Maj 2009
  • Kwiecień 2009
  • Marzec 2009
  • Luty 2009
  • Styczeń 2009
  • Grudzień 2008
  • Listopad 2008
  • Październik 2008
  • Wrzesień 2008
  • Sierpień 2008
  • Lipiec 2008
  • Czerwiec 2008
  • Maj 2008
  • Kwiecień 2008
  • Marzec 2008
  • Luty 2008
  • Styczeń 2008
  • Grudzień 2007
  • Listopad 2007
  • Październik 2007
  • Wrzesień 2007
  • Sierpień 2007
  • Lipiec 2007
  • Czerwiec 2007
  • Maj 2007
  • Kwiecień 2007
  • Marzec 2007
  • Luty 2007
  • Styczeń 2007

  •  

    KATEGORIE
  • Aktualne projekty (54)
  • Camo Party (22)
  • Estados Unidos Mexicanos 2010 (15)
  • Indie-Nepal Tour 2007 (50)
  • Majówka 2007 (6)
  • Majówka 2008 i okolice (1)
  • Nie taka Unia straszna… (10)
  • Okiem Nowego (21)
  • Po godzinach… (72)
  • Politycznie (22)
  • Syria, Jordania, Liban 2009/10 (28)
  • Syria-Jordania 2007/08 (7)
  • Tajlandia, Malezja, Singapur 2009 (28)
  • Wielkanocnyj L'viv (5)
  • Wieści z branży (21)
  • Z życia agencji (105)

  •  

    STRONY

  • Blog na skrzynkę?
  • Poznaj naszą agencję
  • Nasze portfolio
  •  

     

    26/11/2009 20:47:18
    Roboczy plan trasy

    Jeśli odwiedzasz nasz blog firmowy po raz pierwszy, z pewnością zechcesz skorzystać z opcji subskrypcji. Zapisz się na listę subskrypcyjną, po prostu wysyłając nam e-maila.

    Dzięki temu na bieżąco będziesz informowany o tym co się dzieje w naszej agencji. Będziesz mógł śledzić nasze projekty i nie przegapisz żadnej notatki ani istotnej informacji.

    Zespół Ancla Consulting

    Dziś usiedliśmy nad mapą i przewodnikiem Lonely Planet po Bliskim Wschodzie. Oto, co nam wyszło z tego posiedzenia… Spisuję tu na blogu trasę. Bez szczegółów, po prostu punkty na mapie. Ot, żebyśmy pamiętali, jaki był ramowy plan. Który, jak zawsze, nie wytrzyma kontaktu z rzeczywistością i naszą elastycznością. :)

    18. grudnia lądujemy w stolicy Jordanii, Ammanie. Uciekamy na południe Desert Highway, do Diseh, a stamtąd na safari po czerwonej pustyni Wadi Rum. Po pustynnym trekkingu i noclegach w namiotach Beduinów – którzy ponoć nie widzieli na Wadi Rum skorpionów od dwóch lat!*) – zasuwamy do Akaby, popływać w Morzu – nomen-omen! – Czerwonym. ;) Następny przystanek: Wadi Musa, a właściwie Petra. Dostaniemy się tam wzdłuż granicy z Izraelem, czy – jak wolą Arabowie – „terytorium okupowanej Palestyny”. Po”zaliczeniu” tego cudu świata zbudowanego przez Nabatejczyków, zahaczamy o Karak, twierdzę krzyżowców (wg. Ewy – Krzyżaków… ale chyba się jej z Malborkiem poplątało…) Stamtąd śmigamy do Madaby, żeby wejść na górę Nebo, a potem wymoczyć się w Morzu Martwym. Być może, jakby nam raz nie starczyło, odwiedzimy jeszcze Aman, ale i tak zakończymy trasę w Jerash, mieście z rzymskimi ruinami.

    Granicę z Syrią przekraczamy w okolicach 28. grudnia, w Jabir/Nasib (choć we wnioskach wizowych coś innego się nam wpisało było), bo podobno warto zobaczyć Bosrę, rzymskie ruiny wykute w czarnym bazalcie. Stamtąd podążamy do stolicy, Damaszku, a w okolicach zwiedzamy dwie wioski chrześcijańskie (Seidnayya i Maalula, gdzie mówią po aramejsku!). Potem odbijamy na północny wschód, do Palmiry. Podobno tylko 3h autobusem z Damaszku; zakładam, że podróż zajmie z 6h. Następnie Homs, skąd robimy wypad do Krak de Chevaliers, kolejny zamek krzyżowców (czy tam Krzyżaków).  Dalej jedziemy do Hamy, zobaczyć norie, starożytne, drewniane młyny wodne.

    [Uwaga! Tu mamy pierwszą poprawkę do trasy. Prawdopodobnie nie zatrzymamy się w Homs, bo nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć sobie na strategiczne pytanie: co tam jest? W Lonely Planet piszą tak: There's little of interest in Homs].

    Z Hamy uderzamy na północ, do Aleppo. Liczymy, że po drodze trafimy na tzw. Dead Cities, opuszczone miasta w klimatach Fatehpur Sikri w Indiach. W Aleppo chcemy zobaczyć klasyczny, arabski suuk, targ, na którym może uda mi się opchnąć Ewę za parę wielbłądów. :) Na tej parze wielbłądów przemieszczę się do Raqqi, przejeżdżając Eufrat. Myślę, że – głównie dla dobra tego wpisu **) – gdzieś w okolicach Raqqi odkupię Ewę***) i będziemy wspólnie kontynuować trasę, z powrotem przez Aleppo, do Latakki.

    Teraz pojawia się pytanie: czy ruszymy nad Morzem Śródziemnym, przekraczając granicę z Libanem na północy w jakiejś małej mieścinie, zahaczając wtedy o Trypolis; czy też przekroczymy granicę w Zabadani niedaleko Damaszku, zwiedzając potem Baalbek (ale wtedy prawdopodobnie nie starczy czasu na Trypolis). Tak czy inaczej, musimy się dostać do Bejrutu. Stamtąd wracamy przez Frankfurt do Krakowa.

    Uff, to była wyczerpująca podróż…


    *) Tak przynajmniej wynika z opowieści człowieka, na którego pokazie slajdów z Syrii i Jordanii byliśmy 10. listopada na Uniwersytecie Ekonomicznym.
    **) Ewa zamknęła się w sobie i nie chce dalej dyktować trasy!
    ***) O ile będzie mnie stać, bo podobno Ewa zyskuje na wartości 150% (tj. ok. 3 wielbłądy) na dobę.

    Komentarze w RSS

     

    Napisz komentarz

    Znaczniki HTML do wykorzystania w komentarzu:
    <A HREF="www.jakis_link.com.pl">tekst</A>.
    <B>tekst</B>
    <I>tekst</I>

     

    Wlascicielem serwisu jest agencja Ancla Consulting. Wszelkie opublikowane w tym serwisie tresci sa chronione prawem autorskim.
    Wykorzystanie tresci zawartych w tym serwisie wymaga pisemnej zgody przedstawiciela firmy dysponujacej prawami autorskimi.