20/06/2007
15:33:50
Czarny PR, nowa kampania, zawiedziony Klient?
Wkrótce mój ulubiony Bank BPH zostanie zredukowany. Fuzja, o której zadecydowali Hypovereinsbank i UniCredit, zaczęła się równo dwa lata temu. Podział Banku BPH i połączenie jego większej części z Pekao S.A. odbędzie się w drugiej połowie tego roku. Podejrzewam, że ten nowy, „okrojony” BePeH zacznie mocną walkę o Klientów – zwłaszcza o tych, którzy przestraszą się utraty pozycji rynkowej banku. Domyślam się też, że konkurencja wykorzysta moment, żeby przejąć „uciekinierów”. Być może dzieje się to już teraz.
Otóż w piątek przed moim odziałem Banku BPH, w samym centrum Krakowa, zaskoczył mnie taki oto widok:
Pierwsza myśl: Nowa kampania! To czemu ja o tym nic nie wiem?
Druga myśl: No, nie, no, niemożliwe!
Chyba żaden najbardziej pokręcony umysł nie wymyśliłby, żeby połączyć w jednym zdaniu nazwę marki i słowa „złodzieje”. Zwłaszcza w kontekście banku, który ma dbać o to, co de facto ukraść najłatwiej – nasze pieniądze.
Więc co to jest? Może jakiś czarny PR? Czyżby konkurencja w bankowości już teraz zaczynała podkopywać autorytet BePeHu?
Ostatnio mamy w firmie burzę o standardy etyczne w reklamie. Oczywiście, taka akcja PR-owa byłaby absolutnie nieetyczna. OK, można zgodzić się z punktem widzenie Piotra, że reklama jest narzędziem, które ma wspierać sprzedaż, a nie zaspokajać potrzeby duchowe konsumenta. Ja się zgadzam, Marta – nie.
Nadmienię jednak, że z public relations jest jednak inaczej. Te działania nie rządzą się są tak prostymi prawami jak reklama, a przede wszystkim nie są tak jawne, nie określają się: Halo! Bo my jesteśmy RE-KLA-MA!. Public relations to długotrwały, ukryty, „podskórny” wpływ na świadomość, a nie „walenie cepem” jak przy reklamie. Public relations i budowa wizerunku marki jest o wiele delikatniejszą sprawą. O ile reklamę można porównać do propagandy (politologiczne zboczenie naukowo-zawodowe), o tyle PR ma w sobie dużo z manipulacji, a osławiony czarny PR – z dezinformacji. I tu, przy akcjach PR-owych, faktycznie trzeba ścisłych standardów etycznych. Bo inaczej zaczynamy manipulować nieświadomym konsumentem. Konsumentem, któremu nie dajemy ostrzeżenia, że ma do czynienia ze spreparowanym komunikatem. Tym samym nie dajemy mu wyboru. I o to chyba chodzi z tą całą etyką w reklamie. Konsument musi mieć pełną informację, że go zachęcamy do kupna. Jeśli ją ma (jak przy reklamie) - to ma też swój rozum. Może skorzystać z oferty – może ją odrzucić.
No, i tak patrzę sobie na to zdjęcie… A może ja sobie za dużo wyobrażam? Może to po porstu jakiś zawiedziony Klient banku z inteligencją finansową bliską zeru? Nabrał kredytów konsumpcyjnych, a teraz nie ma ich z czego spłacić? Miał wybór. Mógł nie brać. Czy bank był nieetyczny, ze go do tego zachęcił reklamą tanich kredytów?
Nie dowiedziałem się ostatecznie, o co w tym wszystkim chodziło. Na foteliku pod transparentem nikt nie siedział – ani kiedy wchodziłem, ani kiedy po kilkunastu minutach wychodziłem z mojego ulubionego banku.
2 komentarze/y do wpisu “Czarny PR, nowa kampania, zawiedziony Klient?”
|
Cytat z Tomka wypowiedzi: „OK, można zgodzić się z punktem widzenie Piotra, że reklama jest narzędziem, które ma wspierać sprzedaż, a nie zaspokajać potrzeby duchowe konsumenta. Ja się zgadzam, Marta – nie.” Tomek powoluje sie na moje slowa, zmieniajac ich tresc, kontekst, sens i cel. Zainteresowanych zapraszam do przeczytania naszej dyskusji o etyce reklamy, wydawała się być ciekawą. Az sie prosi dotknac tutaj tematu etyki dziennikarstwa… To tyle tytułem mojego komentarza. pozdrawiam czytelników bloga :) |
||
|
Dobra, fakt. Mea culpa. Pisałem tę notkę w niejakim pośpiechu i użyłem tzw. skrótu myślowego, który to skrót myślowy jest ostatnio usankcjonowanym narzędziem debaty (nie tylko publicznej). Więc wszem i wobec wyjaśniam, że pisząc: Chyba to nie o to chodzi, żeby manipulować nawzajem swoimi wypowiedziami. Liczyłem na kreatywną dyskusję, w której przedstawialiśmy i różne ciekawe spojrzenia na problem etyki w reklamie, jak i na samą reklamę w ogóle. Jak mówiła Marta – padały ciekawe argumenty, fajne kontry, trudne pytania, przykłady. No, ogólnie było kreatwynie. Powiem tak: poglądy Piotrka są mi bliższe i pisząc, co napisałem – tylko tyle chciałem wyrazić. Z drugiej strony uważam, że jesteśmy na tyle dojrzali, że jeśli o czymś dyskutujemy, to nie powinniśmy się zachować jak siedmiolatki, które urażone zabierają wszystkie zabawki i idą do innej piaskownicy albo wypłakać się mamusi w fartuszek, bo wiesz, wiesz, bo wszystkie dzieci na podwórku to one są przeciwko mnie, i są głupie, i w ogóle buuuu!!! No, ale czegoś nas to nauczyło, prawda? Tak właśnie, przez drobne zawirowania komunikacyjne, rodzi się konflikt. :) |
||

